Styl Miasta

RSS

Wpisy | Komentarze

TAGI:


+ zobacz wszystkie
+ archiwum
     






I love you Deemon Albarn

Czytanie tutaj.

Battles - Take Away Show

To już któryś koncert z cyklu Take Away Shows, który tutaj wrzucam. Tym razem w pięknych wnętrzach Hotel de Ville.

Battles | Wall Street | A Take Away Show from La Blogotheque on Vimeo.

Vivienne Westwood

Wybrać kilka rzeczy i nosić je przez lata - to jest status. Mądra, mądra kobieta.

Universal Sigh

Wracając do tematu nowej płyty Radiohead, śpieszę poinformować iż odnalazłem prawdziwą radość w słuchaniu tych utworów. Pod pozorną chaotycznością i nieatrakcyjnością kryją się piękne, subtelne melodie. Ta płyta bardzo przypomina mi Kid A. Znowu mamy do czynienia z przełomem, pierwszym krokiem w nowym kierunku. Ta eksperymentalność ponownie dzieli fanów - wielu z nich chętnie usłyszałoby kolejne In Rainbows lub Hail to the Thief. A najbardziej oczywiście Ok Computer. Jednak Radiohead to nie zespół, który odnajdując skuteczną formułę będzie ją powielać do upadłego. To nie Rolling Stones.

Poza warstwą muzyczną i odbiorem fanów, podobieństwa między Kid A i King Of Limbs znajdziemy także w oprawie graficznej. Obydwa wydawnictwa przesycone są mrocznym klimatem grafik Stanleya Donwooda, który nadal wydaje mi się być alter ego Thoma Yorke’a, choć to podobno bzdura. W Kid A, pod kompaktem znaleźć można było drugą książeczkę pełną dziwnych tekstów i rysunków Donwooda. Przy okazji King Of Limbs panowie postanowili wydać całą gazetę utrzymaną w klimacie bardzo zbliżonym do tej ukrytej książeczki.

Gazeta dostępna jest dzisiaj w wielu miastach na całym świecie. Także w Warszawie. Proszę zachować jedną dla mnie. :) 

King Of Kanyes

Słuchanie King Of Limbs spowodowało u mnie pewną konsternację. Pierwsze wrażenie: króciutki album pełen dźwięków, które właściwie nie składają się w całość. Jednak stale przyciągało mnie do niego to niezwykłe trzaskająco-pluskające brzmienie. Jak chodzenie po suchych gałązkach gdzieś w pobliżu zimnego strumyka. Po wielokrotnych przesłuchaniach coś zaczyna się z tego albumu wyłaniać, jednak jeszcze nie całkiem tam dotarłem. Podzielę się więc czymś, co do czego w roku 2010 byłem pewien i jestem nadal:

Kanye!