Jak uprzedzałem początek 2007 roku na StyluMiasta był spokojny, wręcz leniwy ale szybko nabieramy obrotów. Dziś pojawiają się dwie notki i w dodatku obie opisują rzeczy najwyższej klasy. Najnowsza płyta Matthew Herberta to jak do tej pory najbardziej popowa jego produkcja, w której przepięknie mieszają się ze sobą jazz, disco i house. Jednak pod tą pogodną i łagodną powłoką czeka drugie dno. Matthew porusza bowiem na niej tematy polityczne, społeczne i filozoficzne. Wśród 723 sampli nagranych na potrzeby tego albumu znalazły się odgłosy pomp, bombowca, trumien…i ciągle jest to płyta, do której można tańczyć.
