The Decemberists. Co za piękna nazwa. Nawiązuje do rewolucji w Rosji z 1825 roku, więc przypomina panów w cylindrach, cara i kawalerię na Placu Senackim w Moskwie. Ale nawiązuje też do nastroju i melancholii jesienno-zimowej pory. Ich muzyka oddaje w pełni to, co zapowiada nazwa. Zamiast typowych dla rocka tekstów o kiepskim stanie emocjonalnym podmiotu lirycznego mamy tu utwory, z których każdy jest małą opowieścią. Teksty Colina Meloya, lidera zespołu, pobudzają wyobraźnię i tworzą klimat, który kojarzy się z filmem “Miasto Zaginionych Dzieci”. W “The Mariner’s Revenge Song”(z płyty “Picaresque”) przywołuje ducha Melville’a opowiadając o dwóch marynarzach uwięzionych w brzuchu wieloryba. “Barrow Boy”(”Picaresque”) to historia ulicznego sprzedawcy węgla, którego ukochana odeszła i..zresztą posłuchajcie sami.
Nowa płyta “The Crane Wife” ma ukazać się 3 października.
