Nie chcę iść na całość w wyrażaniu uwielbienia dla tego wykonania utworu Dear God 2.0. Nie chciałbym kogoś zniechęcić ckliwą paplaniną. Gdybym jednak miał iść na całość w wyrażaniu uwielbienia dla tego utworu, brzmiałoby to tak:
Zamknij drzwi i zasuń zasłony.
Zrób sobie drinka, albo ulubioną herbatę i usiądź wygodnie. Postaraj się naprawdę celebrować te 4 minuty i 44 sekundy. Niech to będą 4 minuty i 44 sekundy, w których czujesz swoje istnienie. Poczuj, że oddychasz i że nie zawsze tak będzie. Zdaj sobie sprawę z tego, jak pięknie jest słyszeć dźwięki. Jak pięknie jest pozwolić się nieść dźwiękom ułożonym przez kogoś z troską i uwagą. Ta muzyka, jeśli jej pozwolisz, na zawsze wplecie się w materiał Twojego życia. Będzie żyła w Tobie jak zwierzątko zwinięte w kłębek. Wybierz uważnie wspomnienia, dla których stanie się ścieżką dźwiękową. Powinny być najpiękniejsze. Powinny być wieczornym wiatrem na plaży i odblaskiem księżyca w wodzie. Powinny być burzą nadchodzącą w błyskach i pomrukiwaniach, kiedy jesteś już w domu. Powinny być winem, kiedy masz je z kim dzielić.
Potem jeszcze wspomniałbym o tym, jak The Roots postanowili grać codziennie u Jimmiego Fallona i jak taki rodzaj codziennego poświęcenia muzyce potrafi przynieść niezwykłe rezultaty. Ale nie chcę nikogo zniechęcić.

23-06-2010 8:25
dzięki za zwrócenie uwagi na ten kawałek ;)
23-06-2010 8:29
Służę uprzejmie. ;)